Premuzic Trail / Otok Rab / Croatia
Premuzic Trail / Otok Rab / Croatia – wspaniałe miejsce widokowe, punkt który konieczne trzeba odwiedzić będąc w Lopar. Malownicze widoki, zapierające dech w piersiach pejzaże i panorama.

Fotografia
Premuzic Trail / Otok Rab / Croatia – wspaniałe miejsce widokowe, punkt który konieczne trzeba odwiedzić będąc w Lopar. Malownicze widoki, zapierające dech w piersiach pejzaże i panorama.
Beach Tara / Rab / Croatia – wspaniałe miejsce, ciche spokojne, na samej plaży do wynajęcia dla turystów leżaki i parasole, do tego mały bar, z przemiłą obsługą. Warto zobaczyć to miejsce będąc w Rab, nie tylko piękne stare miasto ze swoimi zabytkami, ale także plaże. Co prawda dojście do tej plaży na piechotę wymaga poświęcenia chwili czasu, jednak warto.
Wyspa RAB / Wyspa szczęścia. Najmniejszą wyspą kwarnerskiego wybrzeża jest Rab. Nie znaczy to, że nie warta zachodu. Wręcz przeciwnie uważam ją za jedną z piękniejszych. Zarówno wyspę jak i samo miasto Rab. Największą zaletą tej miejscowości, ale i całego półwyspu o tej samej nazwie, są piaszczyste plaże. Nie ulega wątpliwości, że jest to atrakcja szczególnie dla rodzin z małymi dziećmi. Piasek na plaży, piasek w wodzie i na dodatek płytka woda są niewątpliwymi atutami tego miejsca. Piaszczyste plaże znajdują się nie tylko wokół półwyspu Lopar, ale również na półwyspie Kalifronta, w Supetarskiej Dradze i Kamporze. Wjeżdżając na wyspę nie spodziewałem się, że można zobaczyć tyle wspaniałości, bo to co zobaczyłem dopływając promem przypominało mi bardziej krajobraz księżycowy niż urodzajną pełną zieleni wyspę. Wszystko to za sprawą masywu górskiego Kamenjak ciągnącego się wzdłuż północnego wybrzeża wyspy. Miliony lat słońca, deszczu, słonej wody, a także działalności człowieka wycinającego lasy dla swoich potrzeb spowodowały, że ten krajobraz jest dzisiaj tak bardzo dziki, że aż w swojej dzikości piękny. By dotrzeć na półwysep Lopar trzeba przejechać, praktycznie jedyną główną drogą wyspy, i pokonać nieco ponad 20 km, mijając po drodze Barbat na Rabu, Banjole, a w nieco dalszej odległości Rab i Supetarską Drage. Na Loparze z tymi piaszczystymi plażami nie jest jednak tak łatwo. Owszem do tych najbardziej znanych plaż, jak przede wszystkim, do Rajskiej Plaży, Livačiny, Crniki, Kašteliny, czy z drugiej strony do Mel, Lopar i Crikveny dojazd, czy dojście nie stanowi większego problemu. Tam też jest najwięcej turystów. Tam też znajduje się pełne „plażowe zaplecze” w postaci restauracji, konob, barów, ale też i sprzętu wodnego, leżaków, zjeżdżalni, placów zabaw itp.
Plaże takie jak Ciganka, Dubac, Podšilo, Sahara, czy Zastolac, by do nich dojść, wymagają pewnego wysiłku. Nagrodą za to będzie znikoma ilość turystów, dzikość przyrody i krystalicznie czysta woda adriatyckiego morza. Tam nie ma restauracji i innych udogodnień, stąd konieczność zabrania ze sobą, przy założeniu spędzenia tam kilku godzin, większej ilości napojów i jedzenia. Szczególnie jest to ważne wtedy, kiedy żar leje się z nieba. Mnie z pogodą się jednak nie poszczęściło i obchodząc wszystkie te plaże miałem nad sobą pochmurne niebo, które bardzo często „częstowało” mnie deszczem. Przemoczony szedłem od plaży do plaży nie żałując ani przez moment tego, że wybrałem się na tę wędrówkę. Żałowałem tylko, że nie mogłem się wykąpać w „Jadranie”. A i tak byłem mokry. Pomimo niesprzyjającej aury mogłem jednak podziwiać piękno tych plaż, a także terenów wokół nich. By dojść do plaż musiałem pokonać ścieżki (bardzo śliskie z powodu deszczu), które prowadziły przez lasy, łąki i nieużytki.
Mogłem też spojrzeć na pobliskie wyspy: Sveti Gurgur i Goli Otok, które niestety okryły się haniebną historią. Na nich to, w czasach komunistycznych, urządzono obozy koncentracyjne, w których więziono przeciwników rządów Josipa Broz Tity. Były to straszne i okrutne miejsca. Patrząc na te wyspy przypomniała mi się, niedawno przeczytana, książka Božidara Jezernika „Naga Wyspa Gułag Tity”, w której autor opisuje wszystkie te okropności jakie miały miejsca w tych wyspowych obozach. Za którymś razem pobytu na Rabie miałem okazję być na tych wyspach i oglądać te straszne miejsca. Na wyspie Goli otok można vlakičem”, czyli takim specjalnym pociągiem przejechać się po wyspie i obejrzeć te wszystkie zbrodnicze miejsca. Na wszelki wypadek, by szybko o tym zapomnieć, powędrowałem dalej starając się nie patrzeć w tamtym kierunku.
Po paru godzinnym spacerze powróciłem wreszcie do „cywilizacji”. Zmęczony, przemoczony, ale bardzo zadowolony z deszczowego spaceru po piaszczystych, loparskich plażach. Prawdę powiedziawszy jestem dumny, że udało mi się przejść cały półwysep, od plaży Profil aż do plaży Rajska. Po plażach chodziłem sam w ramach wolnego czasu, nie śmiałbym zresztą zabrać na tę wyprawę, naprawdę niełatwą, turystów, ale w głównym mieście wyspy Rab byłem już z nimi. Trzeba przyznać, że miasto jest bajeczne. Miejscowi porównują go do Dubrownika. To średniowieczne miasto, za czasów antycznych zwane Arbą (iliryjskie słowo „arb” znaczy „zalesiony”, „ciemny”) usytuowane jest na półwyspie pomiędzy miejskim portem, a zatoką św. Eufemii (sv. Fumije). U samej nasady półwyspu znajduje się piękny park Komrčar (notabene większy powierzchniowo od starówki), a tuż za nim wyrastają budynki stanowiące starówkę, z charakterystycznym układem ulic. Wzdłuż miasta prowadzą w zasadzie cztery ulice połączone ze sobą licznymi, wąskimi uliczkami. Przy samym porcie, tuż przy wodzie, znajduje się „riva”, główna nadmorska promenada, a równolegle do niej prowadzą trzy kolejne ulice: donja, srednja i gornja. Wszystkie one schodzą się na końcu półwyspu gdzie znajduje się park z pomnikiem bardzo ważnej, dla Rabu, osobowości. Jest tam pomnik kamieniarza Marina. To człowiek, który za chlebem wyemigrował do Italii, w pobliże dzisiejszego miasta Rimini. Ze względu na swoją pracowitość i umiejętności stał się bardzo szanowany obywatelem w społeczności chrześcijańskiej w wyniku czego został diakonem biskupa Gaudientium. Był prześladowany za swoje chrześcijańskie kazania i znalazł schronienie na trudno dostępnym wzgórzu Tytanów. Tam zbudował mały kościół, który szybko stał się schronieniem dla wszystkich, którzy szukali nowego domu. W ten oto sposób narodziło się San Marino, księstwo, które istnieje po dzisiejszy dzień. Tam też znajdują się szczątki św. Marina. Przy górnej ulicy, która od placu Wolności „rozczepia” się na ul. Kaldanca i ul. Ivana Rabljanina, znajdują się najciekawsze i najpiękniejsze zabytki miasta. Nie, żeby ich nie było w innych miejscach. Na samym końcu półwyspu, w dzielnicy Kaldanac, znajduje się kościół św. Antoniego (sv. Antun) należący do klasztoru Franciszkanów. Tuż przed nim stoi najważniejszy zabytek miasta katedra NMP (katedrala Velike Gospe). Bazylika powstała w XI wieku w miejscu wczesnochrześcijańskiego kościółka. W późniejszych czasach ta
trójnawowa katedra była wielokrotnie przebudowywana, stąd wiele w niej zabytków z różnych epok. Największe wrażenie robi jednak, stojąca przed katedrą 26 metrowa romańska dzwonnica z przełomu XII i XIII wieku, uważana za jedną z najpiękniejszych dzwonnic w basenie morza śródziemnomorskiego. Stoi ona w pewnej odległości od katedry z uwagi na grząski teren wokół świątyni. Wracając ulicą Gornja napotykamy na kolejne kościoły będące znaczącymi zabytkami miasta. I tak najpierw mijamy romański kościół św. Andrzeja (sv. Andrija) z początku XI wieku. On również posiada dzwonnicę, którą wybudowano w 1181 roku. Wewnątrz świątyni wisi obraz Matki Boskiej Rabskiej, stąd kościół zwany jest też kościołem Matki Boskiej Rabskiej (Gospe Rabska). Co ciekawe posiada on aż pięć ołtarzy. Mijając Trg Svobode dochodzimy do kościoła św. Justyny (sv. Justina), a jakże z dzwonnicą, z nietypowo zaokrąglonym szczytem. Dziś w kościele mieści się muzeum sakralne z cennymi zabytkami. To jednak nie koniec kościołów. Nieco dalej dochodzimy do kościoła św. Krzyża słynącego z bardzo dobrej akustyki, stąd często odbywają się tutaj koncerty muzyczne. Zaraz obok znajdują się ruiny kościoła św. Jana Ewangelisty (sv. Ivana Evanđeliste). To pozostałości po przedromańskiej świątyni z przełomu VI – VII wieku. Stojąca przed nim, dzwonnica (jedyna w całości zachowana część kościoła) to XII wieczna, romańska budowla. I wreszcie na końcu ulicy stoi kościół św. Krzysztofa (sv. Kristofor), stanowiący kiedyś część miejskiej fortyfikacji. Znajduje się tam taras widokowy, z którego można zobaczyć najbardziej znany rabski widok na cztery kościelne wieże. Żeby skończyć temat „sakralny” to dodam, że w mieście jest jeszcze jeden kościółek św. Mikołaja (sv. Nikola). Schodząc schodami dojdziemy do placu św. Krzysztofa, od którego wychodzą wspomniane wcześniej ulice Donja i Srednja, przy których również napotkamy wiele wspaniałych średniowiecznych budynków jak choćby pałac Dominis – Nimira. W budynku tym urodził się w 1564 roku pisarz, myśliciel, matematyk, retoryk i logik Merkantun Dominis. To zresztą nie jedyny godny uwagi pałac w Rabie. W różnych miejscach natrafimy jeszcze na pałace rodzin: Galzigna, Cassio, Crnota, którym, spacerując po mieście, warto się przyjrzeć. Przy „rivie” na placu Municipium Arba znajduje się piękny, z wieloma gotyckimi i renesansowymi zdobieniami, dwór książęcy (Kniežev dvor). Zresztą, gdzie by się nie ruszyć, gdzie by nie spojrzeć, wszędzie znajdujemy coś ciekawego. A to wenecką loggie z kamiennymi kolumnami, a to bramę z ozdobnymi cherubinami i herbem, że nie wspomnę o wielu kamienicach, które swoim wyglądem tak bardzo dodają kolorytu pięknemu Rabowi. Urokliwość miasta jest tak wielka, że turyści walą do niego drzwiami i oknami. Nie dziwie się, bo tam byłem, miód i wino piłem. Tego pierwszego może nie, ale wino tak i to całkiem niezłe. Powiem tylko tyle. Wyjeżdżając z wyspy było mi bardzo ciężko. A patrząc po moich turystach, wydaje mi się, że mieli podobne odczucie.